Żył sobie raz kamieniarz. Pracował on w pocie czoła w kamieniołomie. Pewnego dnia musiał pracować więcej niż zwykle, gdyż jego pracodawca zagroził mu wyrzuceniem z pracy. Słońce grzało niemiłosiernie, więc kamieniarz przysiadł sobie na chwilę na ziemi. Spojrzał wtedy w niebo i pomyślał: "Ach, jak dobrze byłoby być Słońcem - wtedy mógłbym grzać ile chcę i dokuczać innym, zamiast tu cierpieć..." i stał się Słońcem. Teraz przyszło mu do głowy: "No! Teraz to nic mi nie zagrozi - jestem najśilniejszy!" i biegał nad światem, palił ludzi gorącem, aż pewnego dnia przesłoniła go Chmura. Nie potrafił za nic jej przegonić, więc zatrzymał się i pomyślał: "Taka Chmura to jest silna. Nic jej nie ruszy. Chciałbym być Chmurą." i stał się Chmurą, więc pomyślał "No! Teraz jestem dopiero najsilniejszy!". I zasłaniał świat, sprowadzał cień na ludzi, sprawiając, że złorzeczono mu. Lecz pewnego dnia, kiedy uczynił mrok na jedną wioską nadszedł Wiatr i go zdmuchnął. Pomyślał wtedy: "Taki wiatr to jest potężny! Muszę być Wiatrem - dopiero wówczas będę najsilniejszy!" i stał się Wiatrem. Hulał po świecie, zdmuchiwał dachy z domów niszczył wszystko swym oddechem, mimo to dnia pewnego natrafił na Kamień i o dziwo nie mógł go zdmuchnąć na bok. "Taki Kamień to dopiero jest mocarz - chcę być Kamieniem!" pomyślał i stał się Kamieniem. "No teraz nic juz mnie nie ruszy" przyszło mu na myśl, lecz ledwo to pomyślał, a poczuł jakby go coś łamało, kruszyło! Spojrzał w górę i z przerażeniem spostrzegł rozłupującego go Kamieniarza...